W krainie syropu klonowego, czyli moja kanadyjska przygoda.

W krainie syropu klonowego, czyli moja kanadyjska przygoda.

20 October 2016

 


Do Kanady wyjechałam zaraz po ukończeniu studiów. Wszyscy znajomi nie kryli zdziwienia i podziwu: „Jedziesz na cały rok? Nie będziesz tęsknić?” Tęsknota nie doskwiera, kiedy ma się ze sobą kogoś bliskiego, w moim przypadku siostrę. Zdecydowałyśmy się podjąć pracę w Albercie, wiedząc, że to piękna prowincja z mnóstwem gór i jezior. Kiedy dotarłyśmy w końcu do Jasper, małego turystycznego miasteczka gdzie zostałyśmy zatrudnione, było już ciemno. Następnego dnia wyszłyśmy rozejrzeć się po okolicy. Zaparło nam dech. Na horyzoncie rozpościerały się ośnieżone wierzchołki Gór Skalistych, a tuż za naszymi drzwiami pasło się stado jeleni.

 


Wyjazd pomógł mi odwlec o rok zmierzenie się z pytaniem: i co teraz? Nie każdy student wie dokładnie co chciałby robić w życiu. Czasem specjalizujemy się w pewnej dziedzinie, tylko po to aby odkryć, że całego życia nie chcemy z nią wiązać. Tak było w moim przypadku.

Od zawsze lubiłam uczyć się języków. Na Amerykanistykę poszłam szczerze zainteresowana kulturą Stanów Zjednoczonych. Pięć lat studiów zleciało nim się obejrzałam. Moim marzeniem w tym czasie był wyjazd do USA. Udały mi się nawet cztery takie wyjazdy, wszystko dzięki Camp Leaders. Nazbierałam wiele niezwykłych wspomnień, poznałam wspaniałych przyjaciół z różnych zakątków świata. Studia się skończyły, ale apetyt na nowe doświadczenia nie minął. Dlatego zdecydowałyśmy się na wyjazd do Kanady.

 


Prawdę mówiąc potrzeba nam czasem zmiany scenerii. Z dala od tego, co znajome łatwiej jest dostrzec czego naprawdę w życiu chcemy. Dla nas stało się jasne, że najlepszym sposobem na rozwijanie naszych talentów i zainteresowań będzie otwarcie własnej piekarni/kawiarni. Zostałyśmy zatrudnione na pozycję piekarza. Godziny pracy 2:00 – 10:00. Niewiele osób byłoby gotowych na pracę w środku nocy. Dla nas szybko okazało się, że jest to pozycja idealna – po skończonej pracy i krótkiej drzemce zostaje nam całe popołudnie. Wspólnie z innymi znajomymi pracującymi na poranną zmianę spędzałyśmy ten czas spacerując, jeżdżąc po okolicy, zimą, jak to w Kanadzie, chodziliśmy wspólnie na łyżwy.

 


Wyjazd na cały rok może wydawać się długi, ale ma wiele zalet. Zobaczyłyśmy Albertę o każdej porze roku. Zimą pierwszy raz w życiu grałyśmy w hokeja, wiosną spotkałyśmy niedźwiedzie zbudzone z zimowej drzemki, latem, wzorem Kanadyjczyków, wybrałyśmy się na kemping, a wczesną jesienią ulepiłyśmy bałwana na szczycie góry. W pracy szybko sprawdziłyśmy się na naszym stanowisku. Szefowi spodobał się nasz zapał i staranność. W zamian pozwolono nam poeksperymentować trochę z produkcją chleba podczas wolniejszych zimowych miesięcy. Stworzyłyśmy wspólnie szereg propozycji, część których trafiła do letniego menu. Co najważniejsze, był to dla nas czas na rozwój. To czego się nauczyłyśmy będzie pomocne kiedy otworzymy własną piekarnię.

 


W Kanadzie nadeszła kolejna jesień. Dla nas to znak, że czas już pakować walizki i wracać do Polski. Rok, który wydawał się tak długi przed wyjazdem upłyną niepostrzeżenie, chciałoby się nawet zostać dłużej…